Karmienie piersią – trudne początki…

W dniach 1-7 sierpnia obchodzimy Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią, który w 1990 roku zainicjowała międzynarodowa organizacja World Alliance Breastfeeding Action. Deklarację Innocenti podpisało 29 krajów, w tym Polska. Celem tej inicjatywy jest zwrócenie uwagi na korzyści psychiczno-społeczno-kulturowe płynące z karmienia piersią.

Nie wiem jak Wy, ale ja początki karmienia piersią nie wspominam jakoś najlepiej. Było to dla mnie jedno z bardziej stresujących czynności do opanowania po urodzeniu dziecka.

Przy pierwszym synu mleko rzeką płynęło od samego początku – gdzie niby mówią, że cesarskie cięcie powoduje, że napływ mleka jest opóźniony w stosunku do kobiet które rodziły siłami natury. U mnie się to nie potwierdziło – mleka było pod dostatkiem, ale co z tego … „Dzieć” mój spał jak suseł i nie chciał/nie potrafił w ogóle tej piersi ssać. Pierś wielka, twarda, nabrzmiała, nie ma za co złapać – dramat.

W szpitalu trafiłam na „sympatyczną” położną, która mojego pierworodnego z impetem położyła na pocięty po cesarce brzuch, pougniatała, powyciskała piersi, po czym kazała męża wysłać po kapturki i powiedzmy jakoś to poszło. Chociaż i tak minęło jeszcze sporo czasu zanim tą umiejętność opanowaliśmy ostatecznie. W szpitalu już w miarę ogarnęłam wygodną pozycję do karmienia, po czym po powrocie do domu okazało się, że w domu łóżko, kanapa, fotel są jakoś na innej wysokości i ponownie zaczęliśmy się układać i dopasowywać. Karmiłam 11 miesięcy.

5 lat później na świat przyszły bliźniaki, wcześniaki, chociaż w dobrej kondycji. Jeden ładnie ssał, drugi zdecydowanie gorzej. Pokarm po drugiej cesarce pojawił się po 48 godzinach, a nie jak przy pierwszym dziecku od razu. Dzieci przez pierwsze doby leżały w inkubatorach, więc mogłam jedynie ściągać mleko do karmienia. Później, po powrocie do domu w większej części ściągałam pokarm – mogliśmy wtedy z mężem oboje karmić i mieliśmy kontrolę nad ilością i częstotliwością karmień. Cycusia maluszki dostawały pomiędzy karmieniami butelką. Taki system udało mi się utrzymać 8 miesięcy z tym, że jeden z bliźniaków ok 4-5 miesiąca ssać piersi już nie chciał, a drugi z chęcią korzystał z maminego bufetu do ostatecznego zakończenia karmienia.

Ostatecznie największy kłopot z karmieniem miałam z ostatnim synkiem, gdzie można by było stwierdzić, że i doświadczona i wyrobiona matka ze mnie, więc cóż to za problem mógłby być? Otóż pokarm po 3 cięciu pojawił się dopiero po 3 dobach – przez 72 godziny nie miałam ani kropli mleka. Na sucho co 3 godziny stymulowałam piersi  laktatorem w nadziei ujrzenia upragnionej kropli siary. Przez pierwsze 24 godziny jakoś się tym brakiem nie przejmowałam, ale po 3 dobie zaczęłam pękać i beczeć, że nic z tego nie będzie. Mąż wierzył bardziej we mnie wtedy, niż ja sama. Ostatecznie po tych 3 dniach pokarm się pojawił. Synek też leżał w inkubatorze, więc nie mogłam go przystawiać bezpośrednio do piersi, a gdy już mogłam po kliku dniach, okazało się, że on w ogóle nie ssie. Słynny odruch ssania opuścił mojego noworodka i dobrych kilka tygodni mieliśmy duży problem żeby go jakkolwiek nakarmić. Pierś jedynie trzymał i nie ssał, ani przez kapturek, ani bezpośrednio z piersi. Ściągnięty pokarm z butelki też mu nie pasował – również nie ssał. Po prostu trzymał smoczek w ustach, a ja bokiem ze smoczka wyciskałam mu mleko prosto do buzi. Karmienie było mekką – 30 mililitrów mleka wciskałam w niego po kilkadziesiąt minut. Gdzie w międzyczasie musiałam ogarnąć pozostałe rodzeństwo i ściągnąć mleko na następne karmienie. To był chyba najtrudniejszy dla mnie czas. Ostatecznie ssanie załapał dopiero ok 6 tygodnia życia!!! I wtedy za nic na świecie nie chciał ssać piersi, wściekał się, miotał, płakał. W związku z tym, że w domu poza noworodkiem była 3 małych dzieci nie mogłam sobie pozwolić na zamknięcie się z maluszkiem na 2-3 dni w sypialni na naukę cycowania – czego teraz bardzo żałuję i ostatecznie pił moje mleko z butelki. Pokarm ściągałam dla niego wyłącznie laktatorem przez 7 miesięcy.

Jakie są Wasze doświadczenia z okresu karmienia piersią? Przyszło Wam to z łatwością ,czy też miałyście jakieś problemy? Wspominacie ten czas jako coś wyjątkowego, czy nie mogłyście się doczekać kiedy laktacja zaniknie? Może w ogóle nie karmiłyście lub wspominacie to jako coś nieprzyjemnego? Jakie były początki Waszej przygody z laktacją? Piszcie  – z chęcią poczytam o Waszych perypetiach. Pewnie inne mamy skorzystają z naszego doświadczenia.

laktator_342287

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w Bez kategorii. Dodaj odnośnik ulubionych.

5 osób skomentowało “Karmienie piersią – trudne początki…

  1. Ja niestety nie wspominam tego przyjemnie … po 48h po cesarskim cięciu mleka miałam co nie miara jednak kompletnie nie radziłam sobie z karmieniem.
    Po urodzeniu syna mleko nie pojawiło sie od razu Panie w szpitalu po 2 próbach przyłożenia do piersi wręczyły mi butelkę. Po wyjściu ze szpitala nadal nie potrafiłam karmić piersią, mały okropnie się denerwował a ja siedziałam i płakałam razem z nim. Nie umiałam go nakarmić a mleko się zbierało piersi bardzo bolały, nawet gdy udało mi sie go w końcu przystawić do piersi to i tak był głodny . Otaczające mnie babcie „chciały pomóc” stresując mnie ciągłymi komentarzami ze dziecko głodne żeby dać butle bo syte,bo sie uspokoi i tAK po 2 tyg zmagań z nauka przystawiania do piersi poddałam się. Pamietam ze jednocześnie czułam ulgę ze mały sie nie stresuje i jest najedzony a ja nie czuje sie nieporadna i zestresowana i żal za ta bliskością 😉 która pamiętam że chciałam synkowi wynagrodzić ( i sobie) i zawsze jak bylismy w domu i go karmiłam sciągałam bluzkę żebyśmy oboje czuli sie bliżej siebie. Z córką było nieco inaczej gdyż słabo ssała z powodu wady z jaką sie urodziła , mleko mi pojawiło sie dość późno bo chyba po 4 dniach wymuszania laktatorem , córka juz przyzwyczaiła sie do sztucznego mleka i nie chetnie piła moje . Ile sie dało to jej na zmianę podawałam raz jedno raz drugie mleko. Myślę że gdyby w tym czasie ( zwrówno po urodzeniu syna jaki i córki) mogła bym skorzystać z pomocy specjalisty który spokojnie ,obiektywnie i z odpowiednia wiedzą i cierpliwością nauczył by mnie i moje dziecko SZTUKI karmienia piersią to napewno bym skorzystała. Byłoby mi znacznie łatwiej i mogła bym się cieszyć tym okresem. I nie robiłoby mi się smutno za każdym razem gdy wspominam ten czas.

  2. Ja należę do tej szczęśliwej części mam, które z karmieniem nie miały większych problemów. Synka karmilam 8 miesięcy, chciałam dłużej, ale powrót do pracy i natura zadecydowały, że chyba już starczy. Córcia ma 2,5 miesiąca i nie wiem jak będzie, ale spróbuję do roku. Takie moje postanowienie:-) w obu przypadkach pokarm pojawił się zaraz po naturalnym porodzie, dzieci z łatwością wtulaly się i ssały pokarm. Wszystko przyszło z naturalnie, chociaż nie obyło się bez pomocy położnych jeszcze w szpitalu.

    • Pani Roksano czułam się na oddziale w szpitalu dokładnie tak samo jak pani. Nie było osoby, która byłaby i chciała „z sercem” pomóc mi w problemach z karmieniem. Byłam pozostawiona sama sobie. Dziękuję za pani historię.

  3. A mój maluch od początku karmiony butelką, potrzebowaliśmy trochę czasu na znalezienie odpowiedniego mleka, ale jak się to udało to od tego czasu żadnych problemów z karmieniem 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML :

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>